Każdy ma prawo podjąć własną decyzję. Warto jednak znać jej konsekwencje, zanim staną się częścią naszej codzienności.

W dyskusjach o związkach zawodowych najczęściej pojawia się jedno pytanie:
„Co związek może zrobić dla pracownika?”
To pytanie jest całkowicie naturalne. Każdy z nas chce wiedzieć, czy w sytuacji problemu będzie mógł liczyć na pomoc. Czy nie zostanie sam wtedy, gdy pojawi się konflikt z pracodawcą. Czy będzie miał się do kogo zwrócić, gdy poczuje się bezradny wobec decyzji, na które nie ma wpływu.
Znacznie rzadziej pada jednak inne pytanie:
„Dzięki czemu związek zawodowy w ogóle jest w stanie tej pomocy udzielić?”
A przecież właśnie od odpowiedzi na to pytanie zaczyna się zrozumienie istoty wspólnoty.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

Bo związek zawodowy nie jest usługą. Nie jest kancelarią prawną. Nie jest urzędem. Nie jest instytucją istniejącą obok pracowników. Związek zawodowy jest wspólnotą tworzoną przez ludzi. I jak każda wspólnota funkcjonuje według zasady, którą większość z nas zna od dzieciństwa:
„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
Najczęściej dostrzegamy drugą część tego zdania.
Wszyscy za jednego.
To właśnie ten moment, gdy człowiek znajduje się w trudnej sytuacji i potrzebuje wsparcia. Gdy otrzymuje wypowiedzenie. Gdy zostaje ukarany. Gdy uważa, że potraktowano go niesprawiedliwie. Gdy sam nie potrafi skutecznie przeciwstawić się decyzjom silniejszej od siebie strony.
Wtedy naturalnie szuka pomocy wspólnoty. Ale wspólnota nie zaczyna się w dniu problemu. Powstaje znacznie wcześniej. I właśnie dlatego równie ważna jest pierwsza część tej zasady:
Jeden za wszystkich.
Za każdą organizacją związkową stoją konkretni ludzie. To oni poświęcają swój czas. To oni uczestniczą w spotkaniach. To oni analizują przepisy. To oni przygotowują pisma. To oni prowadzą rozmowy z pracodawcami. To oni reprezentują pracowników w sporach. To oni biorą na siebie odpowiedzialność za działania podejmowane w imieniu wspólnoty. Bardzo często to właśnie ich nazwiska widnieją pod dokumentami. To oni stają się adresatami krytyki, pretensji, a czasem również osobistych ataków. Nie dlatego, że działają dla siebie. Dlatego, że działają dla innych. Taki jest koszt reprezentowania wspólnoty. Jednocześnie działalność ta nie byłaby możliwa bez ludzi, którzy tę wspólnotę współtworzą. Bez członków. Bez osób gotowych wspólnie ponosić odpowiedzialność za jej funkcjonowanie. Bez ludzi, którzy rozumieją, że skuteczna pomoc nie pojawia się spontanicznie w chwili kryzysu. Jest efektem wcześniejszego zaangażowania wielu osób.
Dlatego decyzja o przynależności do związku zawodowego nie jest wyłącznie pytaniem o to, co można otrzymać. Jest również pytaniem o to, czy chce się uczestniczyć w budowaniu mechanizmu, który może służyć ochronie innych ludzi.
A być może kiedyś także nas samych.

 

Wspólnoty nie buduje się w dniu kryzysu

Większość ludzi zakłada, że jeśli kiedyś pojawi się problem, będzie jeszcze czas, żeby poszukać pomocy. Że najpierw dowiedzą się o zagrożeniu. Potem ocenią sytuację. A dopiero później podejmą decyzję, co robić dalej. To naturalny sposób myślenia. Niestety nie zawsze tak wygląda rzeczywistość. Problem polega na tym, że nie wszystko można zrobić w ostatniej chwili. Są rzeczy, które trzeba zbudować wcześniej.

Tak jak nie kupuje się ubezpieczenia po wypadku, tak niektórych form ochrony nie da się uruchomić dopiero wtedy, gdy problem już się pojawił.

Ochrona nie jest bowiem wyłącznie deklaracją wsparcia. Bardzo często oznacza również konkretne działania organizacyjne, prawne i finansowe podejmowane przez wspólnotę na rzecz jej członków.

I właśnie dlatego tak ważne jest zrozumienie, jak naprawdę działają organizacje związkowe oraz jakie granice wyznaczają im obowiązujące przepisy.

Są sytuacje, o których większość pracowników nigdy się nie dowiaduje

Nie dlatego, że są tajne. Po prostu dzieją się wcześniej. Zdarzają się sytuacje, w których organizacja związkowa otrzymuje od pracodawcy informację o planowanych działaniach wobec pracownika. Przepisy wymagają wówczas udzielenia odpowiedzi, czy dana osoba jest objęta ochroną wynikającą z członkostwa w związku zawodowym. 

Jeżeli nie jest członkiem organizacji, możliwości działania związku wyznaczają granice określone przez prawo – związek musi odpisać: „wskazana osoba nie jest członkiem organizacji, w związku z czym związek nie będzie brał udziału w jego obronie i dalszych planowanych czynnościach”. Prosta weryfikacja – lista członków, deklaracje przystąpienia, brak na wykazie, koniec możliwości.

Niekiedy oznacza to, że wspólnota wie o problemie wcześniej niż sam zainteresowany, ale nie może podjąć działań, które mogłaby podjąć wobec własnego członka.

Warto zatrzymać się przy tej sytuacji na chwilę.

Wyobraźmy sobie pracownika, który przychodzi rano do pracy jak każdego innego dnia. Wykonuje swoje obowiązki. Rozmawia z kolegami. Planuje weekend. Być może zastanawia się, co zrobić po pracy albo gdzie pojechać na urlop.

Nie wie jeszcze, że kilka dni później otrzyma informację, która całkowicie zmieni jego sytuację zawodową i życiową. Nie wie również, że pewna procedura już się rozpoczęła. Nie wie, że ktoś już podjął określone działania. Nie wie, że gdzieś pojawiło się jego nazwisko.

I nie wie, że istnieją mechanizmy, których nie będzie można uruchomić dlatego, że decyzja o pozostaniu poza wspólnotą została podjęta dużo wcześniej.

To nie jest kwestia dobrej lub złej woli organizacji związkowej. To nie jest kwestia sympatii. To nie jest kwestia uznaniowej decyzji.

To konsekwencja przepisów prawa, które określają, kiedy i wobec kogo organizacja związkowa może korzystać z określonych instrumentów ochronnych.

Właśnie dlatego skutki decyzji o przynależności lub nieprzynależności do związku zawodowego często stają się widoczne dopiero wtedy, gdy pojawia się problem.

 

Świadomy wybór

Czy oznacza to, że każdy powinien należeć do związku zawodowego?

Nie.

Taka decyzja zawsze należy do konkretnego człowieka. Każdy ma prawo samodzielnie zdecydować, czy chce być częścią wspólnoty, czy też wybrać inną drogę. Warunkiem świadomego wyboru jest jednak znajomość konsekwencji obu tych decyzji. Nie stereotypów. Nie zasłyszanych opinii. Nie obiegowych przekonań. Faktów.

Bo świadomy wybór nie polega na tym, że wszyscy wybierają tak samo. Polega na tym, że każdy zna skutki własnej decyzji. Każdy ma prawo podjąć własną decyzję. Każdy ma również prawo pozostać poza wspólnotą. Warto jednak, aby była to decyzja świadoma. Bo wspólnota nie pokazuje swojej wartości wtedy, gdy wszystko jest dobrze. Jej znaczenie dostrzega się najczęściej dopiero wtedy, gdy pojawia się problem.

Właśnie dlatego warto wiedzieć wcześniej, czym jest, jak działa i jakie są konsekwencje wyboru każdej z dróg.

Nie po to, aby wszyscy wybierali tak samo.

Po to, aby nikt nie musiał kiedyś powiedzieć:

„Gdybym wiedział wcześniej, podjąłbym inną decyzję.”

 

Przewodnicząca OZZ AR PRIM

Justyna Przybylska